środa, 25 maja 2011

WYZNANIE

Nie muszę nawet się przyznawać, bo widać to na pierwszy rzut oka. Nie mam zacięcia do pisania bloga. Piekę i czasem nawet gotuję, głównie rzeczy smaczne i nawet fotogeniczne, ale... robienie zdjęć jedzeniu mi nie wychodzi. Nie chodzi tylko o to, że zdjęcia są kiepskie, ale głównie o brak zaangażowania. Zamiast ustawiać wszystko do zdjęcia i pstrykać, wolę usiąść spokojnie przy stole i dmuchać do uzyskania pożądanej temperatury.

Czasem planuję różne wielki przedsięwzięcia i przyznam, że zazwyczaj się udają. Mogę nawet powiedzieć, że plan na ten rok zrealizowałam. Tort angielski tada!!! 

Piekę chleb i to z coraz większym zadowoleniem i tylko wtedy gdy mi się chce. Gotuję też tylko wtedy kiedy mam chęć. W sezonie szparagowym to nawet częściej i tartę ze szparagami i kozim serem też już zaliczyłam. Nawet zdjęcie zrobiwszy nie mam chęci na wstawianie go tutaj. Tyle pięknych zdjęć jest na blogach, że wystarczy mi tego patrzenia. Pisanie pozostaje tym co lubię i może ktoś czasem tu zajrzy z czego bardzo się ucieszę, ale nie zamierzam konkurować z innymi odkąd przeglądanie blogów stało się moim nałogiem.
 

wtorek, 12 kwietnia 2011

KABACZEK CZY CUKINIA

Szukając informacji o indeksie glikemicznym trafiłam na tabelkę w której jest cukinia (IG 15) i kabaczek (IG 75), jak również "ryż paraboliczny":). Wydało mi się to dziwne, bo dla mnie te dwa warzywka są takie same i nie ma siły żebym nauczyła się je rozróżniać. Dociekliwa czasem jestem, więc zaczynam szukanie od wiki i co znalazłam? Kabaczek i cukinia to jedno i to samo, wystarczy kliknąć, dla pewności sprawdziłam w obcym języku, gdyż czasem jest więcej informacji i co się okazuje? To samo!  (klik) Mój świat nie będzie już taki sam.
Szukając dalej, dotarłam do następnej tabelki i tutaj zagadkowe warzywka mają IG po 10. 
I co dalej...?

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

RYŻ PARABOLICZNY


Lubię posiedzieć w kuchni i postać przy garach też lubię, zapasów różnych mam zawsze sporo w tym ryżów różnych również. Lubię też wiedzieć co jem. Lubię też wiedzieć co inni jedzą;)
Nagle jak grom z jasnego nieba dowiaduję się, że istnieje ryż paraboliczny. I równie nagle zapala mi się takie małe światełko, które nie pozwala wrócić do przerwanych zajęć. Jaki paraboliczny? Że niby co, taki jak parabola wygięty? A może to coś nowego, albo i starego, ale odkryte na nowo? Nie żeby zaraz kupować, ale ciekawość porzucić tematu nie pozwoliła.


Dowiedziałam się dziś i to całkiem przez przypadek, że zdarza mi się wcinać ryż paraboliczny. To, że parboiled jest napisane na opakowaniu zdążyłam zauważyć i ze stoickim spokojem przyjęłam do wiadomości, że to taki "oparzony ryż", w który ktoś już dmuchnął parą i dlatego wystarczy mu 10 minut gotowania. Takie duże uproszczenie, ale niewiele mam takiego ryżu w domu, więc wiedza ta wystarczała mi przez długi czas.

Pomyślałam, że to nie może być to samo, bo po wpisaniu w google hasła ryż paraboliczny wyskoczyło około 15,500 wyników. Mrugam i mrugam i oczom nie wierzę. Jestem do tyłu w podstawowym temacie. AAAA! Wszystkowiedząca wikipedia nie wie co to jest ryż paraboliczny. Do czego to doszło!!! Jeszcze 3 kliknięcia i...


Jakież było moje rozczarowanie, gdy się okazało, że ryż paraboliczny jest najzwyklejszym ryżem parboiled i tylko niedopatrzenie, czy też nieznajomość języków, albo ostatecznie ignorancja stworzyły coś nowego, takie coś z niczego.

Nie wiem, czy śmiać się czy płakać. Nie jestem mistrzem języka polskiego ani żadnego innego języka, ale inni też nie są. Moje zdolności językowe też pozostawiają wiele do życzenia, ale resztki rozumu spać jeszcze nie poszły.

Całego klikania dwie minuty i....tyle pisania potem;)

piątek, 8 kwietnia 2011

NUTMEG

Gałka muszkatołowa to przyprawa, którą bardzo lubię. Lubię ją trzeć, wąchać i dodawać do potraw, choć w namiarze jest paskudna. Wczoraj w przypływie przed weekendowych sił otworzyłam moją ulubioną książkę  "Ciasteczka 1001 przepisów z całego świata i na każdą okazję". Dlaczego ulubiona, bo jest duża, pięknie wydana, ale zdjęć ma niewiele, a przepisów tyle, że pewnie nigdy wszystkich nie wypróbuję.

Siedząc w kuchni z gorącym kubkiem kawy zbożowej z odrobiną kardamonu, zachciało mi się ciasteczek.  Nie minęły 3 minuty, a już przesypywałam mąkę i szukałam papieru do pieczenia. Przepis, który jest umieszczony poniżej pochodzi prawie w całości właśnie z "Ciasteczek..."

Ciasteczka z gałką muszkatołową

1 szklanka mąki
1/2 szklanki cukru (następnym razem dam mniej, bo ciastka słodkie wychodzą)
1/2 kostki Kasi (wiem, że to barbarzyństwo, ale masło zjadam z chlebkiem)
2 łyżki ciemnego kakao
1 duże jajko
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
duża szczypta gałki muszkatołowej

Piekarnik rozgrzać do 180st C, przygotować dwie blaszki.
Utrzeć kasię z cukrem, dodać jajko a następnie wymieszane suche składniki. Ciastka nakładać łyżką nie za gęsto, bo ciasto się rozleje w czasie pieczenia. Piec 12 minut w 180st C, studzić na kratce.

Surowe ciasto  jest gęste i pokusiłam się na użycie rękawa cukierniczego. Zabawa była przednia, ciastka miały piękny kształt, a potem wstawiłam je do piekarnika i z przerażeniem obserwowałam jak zamieniają się w zwykłe okrągłe ciasteczka. Jestem trochę na nie obrażona i dlatego nie ma zdjęć.

wtorek, 29 marca 2011

ZAMIESZANIE

Wiosna za oknem i jakoś w kuchni coraz mniej chce się siedzieć. Mam nadzieję, że szaleństwa z aparatem nauczą mnie czegoś i niebawem będę mogła umieszczać ciekawe fotki na blogu. Na razie jestem rozbiegana i będzie tak przez najbliższe kilka dni. W dimu kuchenne rewolucje i nowy mebel w drodze, w pracy jak to w pracy a w głowie i za oknem wiosna.

wtorek, 22 marca 2011

MĄCZNE ZDJĘCIA

Przekorny tytuł posta, bo żadnego zdjęcia nie będzie. Tak samo jak nie będzie zdjęć do Francuskiego Murzynka. Dlaczego? Okazało się, że zrobiłam dwa zdjęcia. Oba równie nieudane i nieciekawe. Przy okazji odkrywałam, że marnuję straszne ilości mąki, którą rozsypuję po kuchni. Od dziś biorę się za siebie i będę bardziej uważać.

czwartek, 17 marca 2011

FRANCUSKI MURZYNEK

Gdzieś mam zdjęcie, bo pamiętam, że pstrykałam, ale pewnie dopiero dokładniejsze poszukiwania wydadzą owoce.
Najważniejsze, że opis ciasta znalezionego tutaj nie dał mi o sobie zapomnieć. Mężu uwielbia wszelkie "murzynki" i był przeszczęśliwy, gdy zobaczył brązowe ciasto na talerzyku. Zawahał się w pierwszej chwili, ale potem pałaszował bez najmniejszych oporów. Powodem wahania była konsystencja ciasta. Nie byłabym sobą, gdyby czegoś nie zmieniła. 
Szczegóły pod koniec przepisu.


FRANCUSKI MURZYNEK 200 g ciemnej czekolady200 g masła1 łyżka mleka (nie dałam)150 g cukru5 jajek2 łyżeczki esencji waniliowej100 g przesianej mąki pszennej1 łyżeczka proszku do pieczenia

Piekarnik rozgrzać do 180st.C, przygotować tortownicę o średnicy 24cm.

Nie wprowadziłam żadnych modyfikacji w ilości składników, oprócz pominięcia mleka.
Masło razem z czekoladą rozpuścić na parze, przelać do miski i dokładnie utrzeć. Starałam się jak mogłam, ale trochę cukru się nie utarło.
Żółtka oddzielić od białek i dodawać po jednym do masy czekoladowej. Dodać esencję waniliową oraz przesianą mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia.
Ubić pianę z białek i delikatnie wmieszać w ciasto.
Przelać ciasto do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 180 st. ok. 40-45 min.  Autorka przepisu podaje, że piec należy do suchego patyczka, ale tu właśnie zrobiłam inaczej. Ciasto piekłam przez 40 minut i wystawiłam do ostudzenia, nie odwracałam do góry dnem. Ciasto było przy środku trochę bardziej wilgotne i przypominało gęstą czekoladę. Mniam:)
Polecam, ciasto jest bardzo czekoladowe i niesłodkie. Rewelacja:)

niedziela, 13 marca 2011

CHLEBEK

CHLEB POLSKI TATTER - WP#93



Przepis podaje za ko ko ko, nie wprowadzałam żadnych zmian, więc pozwalam sobie na cytat.



"CHLEB POLSKI TATTER
1 bochenek

200g zaczynu zakwasowego żytniego razowego (130% hydracji)
550g mąki białej pszennej chlebowej
50g mąki pszennej razowej
1 łyżka soli
300g letniej wody
2 łyżeczki kminku
opcjonalnie: 1/4 - 1/2 łyżeczki suszonych drożdży

Wszystkie składniki wymieszaj w dużej misce, a potem zagnieć sprężyste gładkie ciasto. Zostaw w szczelnie zakrytej misce na 2 - 2,5 godziny, złóż je w tym czasie 2 - 3 razy. Następnie uformuj owalny bochenek. Umieść go w koszu* i zostaw do wyrośnięcia na 1-1,5 godziny (krótko, gdy dodane zostały drożdże, dłużej jeśli chleb jest na samym zakwasie). Szybko natnij. Piecz z parą w piekarniku nagrzanym do 260 stopni przez 10 minut, potem obniż temperaturę do 230 stopni i piecz jeszcze 20-25 minut. W połowie pieczenia bochenek obróć, aby obie strony jednakowo się brązowiły.
Uwaga od Tatter:
Należy monitorować ostatnią fermentację i nie dopuścić do nawet najmniejszego przerośnięcia chleba.


* można do ostatniego wyrastania umieścić go w długiej keksówce i potem w niej upiec chleb"

Pieczenie chleba potwornie wciąga;)

poniedziałek, 7 marca 2011

ORZECHOWIEC

Bez zbędnych wstępów i przechwalania się;) Oto On! Orzechowiec!



W kolejności:

100g rodzynek namoczyć przez noc w rumie;)


Biszkopt
6 dużych jaj (osobno żółtka i białka)
6 łyżek wody
1 szklanka cukru
1 szklanka mąki
1 czubata łyżka kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Rozgrzać piekarnik do 180stC.
Żółtka utrzeć z cukrem na puszystą masę, dodając stopniowo wodę.
Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia i kakao, przesiać. Wymieszać z masą z żółtek. Z białek ubić sztywną pianę i wmieszać delikatnie do ciasta.

Piec 30-40 minut, do suchego patyczka. Wyjąć i wystudzić.

Krem
3 duże jaja
6 łyżek cukru
1 kostka masła

Jaja ubić na parze i stopniowo dodawać cukier. Ubijać aż masa będzie gęsta. Miskę przełożyć do naczynia z zimną wodą i ubijać aż ostygnie. W osobnym naczyniu utrzeć masło i stopniowo dodawać masę jajeczną.

Orzechy
Z 3 łyżek cukru i odrobiny wody zrobić jasny karmel. Wsypać szklankę połówek orzechów włoskich. Orzechy z karmelem przełożyć na sito i przelać zimną wodą.

Polewa
100 g masła
2 łyżki kakao
1/2 szklanki cukru
2 łyżki śmietany lub wody (dałam gęstą śmietanę)

Wszystko rozpuścić w garnuszku i odstawić do ostygnięcia


Dodatkowo słoik drylowanych wiśni.

Składanie
Biszkopt skropić likierem wiśniowym. Wyłożyć na wierzch cały krem i równomiernie rozsmarować. Rozsypać rodzynki i wiśnie, a na nie poukładać orzechy. Całość polać wystudzoną polewą.

I gotowe;)

piątek, 4 marca 2011

NOWOROCZNE POSTANOWIENIE

Powstrzymuję się jak mogę i w tym tygodniu nie robię już żadnej listy przepisów do zrobienia. Po ostatnim napadzie wspomnień ma już gotowy plan i jutro siądziemy przy kawałku orzechowca.  Mężu mój został wczoraj zapytany jakie ciasto by zjadł i powiedział: PLEŚNIAK. I prawie się zgodziłam, ale orzechowiec się do mnie odezwał. Oba mam wpisane w kalendarz i będę się tego trzymać, chociaż przyznam, że pomysłów mam całą masę. 

Jest Marzec, więc mówienie o postanowieniach noworocznych może być trochę śmieszne, ale co mi tam. Zawsze mnie dziwiło, że ludzie postanawiają zrobić coś z czego i tak potem rezygnują gdzieś w połowie marca. Strategicznie wybieram sobie miłe postanowienia noworoczne i zawsze udaje mi się je zrealizować. W ubiegłym roku nauczyłam się robić chleb (właściwie to zaczęłam się uczyć), a w tym roku zabiorę się za torty angielskie. HA! taki mam plan i będę się go trzymać.

Nauczona różnymi doświadczeniami, podejdę do tego metodycznie. Wnętrze, które jest przecież najważniejsze, nie będzie problemem, coś tam piec potrafię i się nie boję. Zewnętrzne piękno trzeba będzie przetestować. Zabieram się powoli za szukanie konkretów na temat co z czego i jak. A potem będzie faza testowania:):):)

środa, 2 marca 2011

CIASTO IDEALNE

Po ostatnich doświadczeniach z Panią Walewską zaczęłam się zastanawiać nad ciastem idealnym, a właściwie nad jego bardzo subiektywną definicją. 

Zawsze wydawało mi się, że nie przepadam za drożdżowymi ciastami, ale to zdecydowanie nie jest prawdą, lubię je bardzo, szczególnie te w wydaniu mojej Mamy i nieskromnie powiem, że i moim. To pewnie zasługa maminego przepisu;)
Zawsze wydawało mi się, że uwielbiam ciasta z kremami, ale czym dłużej żyję, tym lepiej widzę, że na moim stole pojawiają się one coraz rzadziej. Przeglądając przepisy doszłam do wniosku, że im więcej warstw i wymyślniejszych kremów, tym szybciej przewracam strony.  Chociaż kremowe ciasta mojej Mamy zawsze budzą miłe wspomnienia i do jednego z nich planuje wrócić w sobotę.

Jak szybko człowiek się zmienia. Orzechowiec z wiśniami to jest takie ciasto, które zawsze mi smakowało i którego jeszcze nigdy sama nie robiłam. 2 Marca w samo południe wspomnienie tego ciasto wyskoczyło w mojej głowie jak królik z kapelusza. I najśmieszniejsze jest to, że ciasto jest z kremem:)  Pamiętam co napisałam kilka linijek wyżej, ale ciasto to absolutnie nie kłóci się z ww. przemyśleniami. Wprawdzie jest z kremem, ale nie jest przecinane wpół co jest pewnego rodzaju awangardą, bo tradycyjnie większość ciast z kremami jest rozwarstwiona i przełożona. A to ciasto ma wszystko w całości. Spód jest czekoladowym biszkoptem, ubijany na parze krem na środku a na to wszystko orzechy w karmelu i wiśnie. I jeszcze polewa:) 

Teraz tylko sprawdzić czy w lodówce jest wszystko co trzeba i do roboty.

Tak się kończą próby poszukiwań ciast idealnych;)

poniedziałek, 28 lutego 2011

PANI WALEWSKA

Nie będzie zdjęcia, bo jakoś tak nie wyszło mi najpiękniej to ciasto.

Pani Walewska zawładnęła mną już jakiś czas temu. Wydrukowałam sobie przepis i co jakiś czas zerkałam na zdjęcie w sieci. Myślałam sobie - cudo, muszę to zrobić, a co ważniejsze - zjeść!!!

Pani Walewska
Cały przepis podaję za autorką blogu Z piekarnika

Składniki ciasta:

2 i 1/2 szklanki mąki
4 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 kostka masła
3 łyżki kwaśnej śmietany
4 łyżki cukru + 1/2 szklanki cukru

2 słoiczki kwaśnego dżemu lub powideł
przynajmniej 10 dag siekanych orzechów włoskich

Składniki masy:*
 
3/4 litra mleka
3 łyżki mąki pszennej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
3/4 szklanki drobnego cukru
1/2 laski wanilii lub 1 mały cukier wanilinowy
1 jajko
2 żółtka
1 kostka miękkiego masła

przepis na tzw. dużą blaszkę, czyli formę o wymiarach ok. 30x40 cm

Przygotowanie ciasta:
Mąkę przesiewamy na stolnicę wraz z proszkiem, siekamy drobno z bardzo zimnym tłuszczem, dodajemy cukier, śmietanę, żółtka, zagniatamy szybko ciasto i dzielimy je na dwie równe części. Dwie takiej samej wielkości formy wykładamy papierem do pieczenia (ważne!) i dno każdej z nich wylepiamy połową ciasta (ja ciasto po prostu rozwałkowałam). Wkładamy na 20-30 minut do lodówki. W tym czasie siekamy orzechy, ubijamy na sztywno pianę z białek, pod koniec ubijania dodajemy 1/2 szklanki cukru. Rozgrzewamy piekarnik do temperatury 180°C. Blaszki z ciastem wyciągamy z lodówki. Wykładamy na każdą z nich powidła, na których rozsmarowujemy równomiernie pianę z białek. Całość posypujemy orzechami. Pieczemy przez około 20-30 minut.

Przygotowanie masy:
Podgrzewamy mleko z cukrem i laską wanilii lub z cukrem wanilinowym. Jajka mieszamy dokładnie z mąkami. Gdy mleko jest gorące wlewamy masę jajeczno-mączną i intensywnie mieszając zagotowujemy całość. Budyń powinien porządnie zgęstnieć. Odstawiamy do ostygnięcia. Masło ucieramy na puch, a następnie dodajemy do niego po 1 łyżce wystudzony budyń, nie przerywając ucierania. Ja zwykle robię to w ten sposób, że zanim dodam do masła masę budyniową ucieram ją przez chwilę mikserem, aby była idealnie gładka. Zapobiega to późniejszym trudnościom w roztarciu grudek budyniu w maśle.

Ostudzone blaty ciasta przekładamy kremem i odstawiamy całość do lodówki. Ciasto najlepiej zrobić na 1-2 dni przed podaniem, aby blaty zdążyły zmięknąć."
 
Koniec cytatu:)
Mam blaszkę 30x40 i zawsze wydawało mi się, że jest za duża do wszystkiego i tym razem myślę podobnie. Chociaż samo ciasto jest moim zdaniem odpowiednio cienkie, ale po rozsmarowaniu bezy na dwóch częściach ciasto wyszło mi jej bardzo mało i ostatecznie dorobiłam szybko jeszcze trochę. 
Możliwe, że czegoś nie doczytałam. Następnym razem zrobię bezę ze wszystkich białek (również z tych, które zostały z kruchego spodu).


Sprawa najważniejsza. Ciasto jest dobre dopiero na drugi dzień. W sobotę byłam trochę przybita rezultatem i stąd brak zdjęcia, ale w niedzielę, gdy się smaki przegryzły... rewelacja.

Dodałam konfitury wiśniowej mojej Mamy, która jest bardziej kwaśna niż słodka a na wierzchniej bezie rozsypałam płatki migdałów. 

Gorąco polecam przepis.